Po zakończonym sezonie w CLJ U-19 porozmawialiśmy z trenerem juniorów starszych Kamilem Stanisławskim. Zapraszamy do lektury.
– Zacznijmy od pytania ogólnego – jaki to był sezon dla drużyny juniorów starszych?
Gdybym miał podsumować ten sezon jednym zdaniem, powiedziałbym: Był to sezon ogromnej lekcji pokory i charakteru.
W CLJ U-19 nie gra się dla wyników, ale nie sposób od nich uciec. Czy 11. miejsce na koniec sezonu nie jest trochę krzywdzące dla zespołu?
Z perspektywy kibica, który analizuje tabelę może być lekki niedosyt, bo pokazywaliśmy momentami naprawdę dobrą piłkę i potrafiliśmy wygrywać z teoretycznie silniejszymi rywalami. Jednak naszym celem było promowanie zawodników do piłki seniorskiej, a na tym polu jest masa powodów do dumy.
– Który mecz z minionej kampanii najbardziej zapadł Ci w pamięć i dlaczego?
Bardzo sobie cenię jesienny wyjazd na Wisłę, która wtedy zajmowała pozycję lidera, nie przegrywając żadnego z pierwszych pięciu meczów. W zestawieniu z naszym falstartem z początku rundy ten moment okazał się bardzo ważnym fundamentem do budowania charakteru zespołu. Mocno też zapadła mi w pamięć strzelona zwycięska bramka w doliczonym czasie gry z Odrą Opole. Takie wydarzenia mocno cementują ducha sportu, uczą delektowania się efektem ciężkiej pracy.
– Czy rozegrany 21 listopada w Wasilkowie mecz z Legią Warszawa, przegrany 3:4 po dramatycznej końcówce, był jednym z najtrudniejszych momentów tego sezonu dla Ciebie jako trenera?
Ze względu na okoliczności, w jakich straciliśmy zwycięstwo, był to dość trudny moment. Nie chcę mówić: „najtrudniejszy”, by nie nadawać tej chwili znaczenia nad wyraz. Była to bolesna lekcja, że w piłce nożnej mecz trwa do ostatniego gwizdka sędziego, że nawet jak prowadzisz 3:1 w 86. minucie, to nie możesz odpuścić ani na moment.
– Jak adekwatnie zarządzić tak młodą szatnią w tak trudnym momencie?
Zarządzanie szatnią po meczu takim jak ten wymaga czegoś więcej niż tylko taktyki czy analizy. To wymaga zrozumienia, że pracujesz z chłopcami, a nie z uformowanymi profesjonalistami. Oni będą popełniać błędy. Moja rola to nie tylko ich szkolić technicznie, ale przede wszystkim przygotować na to, że piłka nożna bywa okrutna. Nauczyć ich, jak się po takich chwilach podnieść, bo jeśli podniosą się po takich samobójczych trafieniach w doliczonym czasie gry, to później w seniorskiej piłce nic ich nie zaskoczy.
– A propos wieku – byliście jedną z najmłodszych drużyn w stawce, co z pewnością zaważyło kilkukrotnie na wyniku. Domyślam się, że to przemyślana strategia, wynikająca z chęci ogrywania młodszych chłopaków w coraz bardziej wymagającym środowisku?
To bardzo trafne spostrzeżenie. Tak, to była w pełni zamierzona i przemyślana strategia. W skrócie: stawiamy na rozwój, nawet jeśli kosztuje nas to miejsca w tabeli. Powiem więcej: w imię rozwoju gramy proaktywnie, na najwyższym ryzyku i bodźcujemy do podejmowania tych najtrudniejszych decyzji (najbardziej ryzykownych). Czy zamieniłbym tę strategię na lepszy wynik w tabeli? Nie. Nauczyliśmy się, jak walczyć, jak przegrywać i jak się podnosić. A to w piłce seniorskiej jest bezcenne. Ostatnio natknąłem się na artykuł, który opowiadał o pewnym meczu juniorskim na Wyspach Brytyjskich. Everton wygrał z Birmingham City 7:0, ale jednego z trenerów zainteresował zawodnik drużyny przegranej, który w tamtym meczu też oczywiście popełniał błędy, jednak próbował, ryzykował. Tym zawodnikiem był Jude Bellingham – też wtedy świadomie wrzucony w wymagające środowisko. Zarówno Birmingham wtedy, tak i my w tym sezonie mogliśmy z pewnością kilka meczów „przepchnąć” wynikowo, „utrzymać” korzystny wynik. Tylko w imię czego? Tego, że dziś rozmawialibyśmy o ósmym miejscu w tabeli CLJ – rozumiesz? Przecież dużo przyjemniej jest z perspektywy dnia dzisiejszego rozmawiać o piłkarzach, a nie o miejscu w środkowej części tabeli.
– W takim razie teraz indywidualnie chciałbym poruszyć kwestie kilku nazwisk i ich zmian pozycji. Mateusz Lange jako napastnik, Paweł Pakieła na boku obrony, Szymon Skonieczny na skrzydło, Olaf Pankiewicz z lewej obrony na prawą. Lubicie mieszać, ale widać tego mieszania pozytywne skutki.
Pytasz, czy lubimy mieszać. Odpowiem tak: lubimy uczyć piłkarzy, a nie tylko ich ustawiać. Kiedy przesuwamy chłopaka na inną pozycję, zmuszamy go do myślenia, do rozwijania piłkarskiego IQ.
Mateusz Lange to chyba nasze największe „odkrycie” sezonu. Przez większość kariery grał w defensywie. Okazało się, że ma świetne wyczucie pola karnego i zimną krew. Jego warunki fizyczne pozwalają mu z łatwością utrzymywać się przy piłce będąc tyłem do przeciwnika. Do tego potrafi zgrywać piłkę każdą częścią ciała w punkt potrzebny do podjęcia dalszej fazy ataku.
Olaf Pankiewicz: Lewa -> Prawa obrona – To była decyzja podyktowana balansem. Olaf jest lewonożny, ale ma świetną dynamikę. Przesuwając go na prawą stronę, zyskaliśmy stabilizację dla drużyny – zamiast szukać prawego obrońcy z przypadku, mieliśmy tam piłkarza, który budował nam niekonwencjonalne akcje, a jego podanie z pozycji zamkniętej, bez przyjęcia w przód – miód dla oczu. Do tego stały fragment bity w punkt. Efekt: Olaf rozegrał 27 meczów (najwięcej w drużynie), będąc absolutnym pewniakiem i asystując przy akcjach ofensywnych z obu stron boiska. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zaczną dziać się bardzo ciekawe rzeczy w jego życiu piłkarskim.
Paweł Pakieła: ofensywny pomocnik -> Boczny obrońca – To była „operacja na otwartym sercu”. Paweł to typ piłkarza technicznego, który lubi mieć piłkę przy nodze. Przesunięcie go na bok obrony wymagało od niego dyscypliny i budowania odpowiedzialności. Musiał stać się spokojniejszy, analityczny. Wyszło doskonale, bo Paweł pokazywał młodszym kolegom, jak bronić odważnie, „po seniorsku” nie dając się wypchnąć, oszukać.
Szymon Skonieczny na skrzydle to świetny przykład pójścia za charakterem zawodnika. Nie da się schować na skrzydle – trzeba być odważnym. On to ma. Na skrzydle dostał jasne zadanie: „idź jeden na jednego, najlepiej do lewej nogi”. Uwolniło mu to głowę. Po tej zmianie zaczął zdobywać kluczowe bramki i co najważniejsze: robił to ze szczerym uśmiechem na ustach. Odnalazł „fun” z piłki. Zdobył 11 bramek w CLJ i obok Janka Kosmalskiego został najskuteczniejszym Jagiellończykiem w tych rozgrywkach.
– Czy wyróżniłbyś jeszcze któregoś ze swoich zawodników za miniony sezon?
Oczywiście. Najchętniej wymieniłbym wszystkich, którzy uczestniczyli w rozgrywkach tego sezonu. Jednak wiem, że przestrzeń na to w wywiadzie jest ograniczona. Koniecznym jest jednak, poza omówioną już czwórką, której zmiany pozycji przyniosły wymierne korzyści, wyróżnienie jeszcze kilku zawodników, którzy odegrali kluczowe role lub zrobili znaczący postęp.
Adam Borkowski, którego nieprzypadkowo koledzy wybrali na kapitana. To jego kontuzja najbardziej dała się nam we znaki. Zawsze oddany, zawsze w gotowości, świadomy piłkarz.
Patryk Łukasiewicz to zawodnik, na którego zawsze można było liczyć. W każdym występie nie schodził z pewnego poziomu jakościowego, a stabilność formy to w tak młodym wieku jest naprawdę rzadkość.
Niezwykle cenny Janek Konachowicz radził sobie z każdym zadaniem jakiego wymagała sytuacja, wkładając w to całe serce.
Jakub Sielawa, który odkrył w sobie predyspozycje do pchania wszystkich wokół siebie w przód i tym samym zarażał do uzewnętrzniania radości z najmniejszych sukcesów. Takich jak np. wybronienie strzału. Nigdy nie zapomnę ostatniego meczu i jego propozycji z 82’, gdy musieliśmy grać jednego mniej… Profesjonalista przez duże P.
Naszych czterech stoperów: Samotyja, Chalecki, Chrzanowski i Łukaszuk, którzy rywalizując o minuty w meczach, wyraźnie podnosili swoje umiejętności.
Nasi bramkarze: Rabiczko, Lewczuk, Kożuchowski, Abramczyk, Biernacik, Bernat, Damasiewicz i Dołkin. To dzięki ich profesjonalizmowi tak wyraźnie podnieśliśmy naszą skuteczność w meczach. Czasami odnosiliśmy wrażenie, że to na treningach najtrudniej było zdobyć bramkę.
Ci wymienieni, ale też ci, którzy dostali mniej minut wykazywali się profesjonalizmem, zostawiając wiele potu na boisku treningowym, podnosząc tym samym poprzeczkę rywalizacyjną. Raszi, Brejni, Lesiu, Mociek, Hlibek, Maciek i inni… Dziękuję! Dzięki wam jakość i intensywność treningu nigdy nie spadała.
Na koniec podziękuję tym, którzy już jesienią zdobyli kadrę drugiego zespołu i schodząc do nas zawsze dawali z siebie 100%. Kosmal, Kozi, Tymo: dziękuję! W trudnych momentach sezonu to właśnie oni brali odpowiedzialność na siebie.
– Jak już wspomniałeś widać znaczącą poprawę w skuteczności, 62 bramki zdobyte, ale jednocześnie tyle samo goli straconych, co daje do myślenia na temat obrony.
Nasza filozofia gry jest jasna: gramy odważnie, wysoko pressujemy, nie cofamy się przed ryzykiem. Kiedy to działa, potrafimy strzelić 4 gole Polonii, Lechii czy Śląskowi. Kiedy nie działa… no właśnie – tracimy bramki po prostych stratach, kontrach i błędach indywidualnych. 62 bramki zdobyte to naprawdę solidny wynik – to czwarty najlepszy atak w całej lidze, lepszy nawet od wicemistrza Górnika Zabrze. A to nie kto inny jak ty, najczęściej pytałeś o skuteczność. Poprawa na tym polu jest bezapelacyjna. Co do 62 bramek straconych. Zadam takie pytanie. Jak wyglądałaby nasza rozmowa, gdyby nasz bilans bramek po ostatniej kolejce był 15/15? Czy bylibyśmy zadowoleni z tego, jak bronimy, czy martwilibyśmy się, że nie potrafimy grać odważnie, proaktywnie, ryzykować? Może istnieją gdzieś takie filozofie / struktury związkowe, które cieszą się z rezultatów 0:0 w piłce juniorskiej. No z całym szacunkiem – nie jest to nasza akademia. Dyrektor Przemysław Papiernik cały sezon powtarzał mi, że taki styl, taka pro aktywność zawsze wyjdzie (prędzej, czy później) zawodnikowi na dobre. To tylko kwestia szerszego spojrzenia, a nie przez pryzmat tu i teraz.
– Wszystko jasne. Jeszcze zapytam o sztab. Przed sezonem było w nim sporo zmian, zimą rozmawialiśmy, że wszystkie się sprawdziły. Rozumiem, że podtrzymujesz to zdanie?
Tak, podtrzymuję to zdanie w stu procentach. Atmosfera i organizacja pracy w sztabie to był nasz ogromny atut. Teraz, po całym sezonie, mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem. Z tego miejsca chciałbym bardzo podziękować każdemu członkowi sztabu. Łukasz Wiśniewski, Mateusz Brański, Bartosz Jurczak i Adam Żuk to członkowie sztabu, którym ufam. Ludzie, którzy wiedzą, jak pracować z młodymi zawodnikami, którzy rozumieją naszą filozofię i którzy nie boją się odpowiedzialności. I to, że mimo młodego składu i trudnych momentów skończyliśmy sezon z podniesionymi głowami. To w ogromnej mierze ich zasługa. Mateusz ostatnio zacytował zdanie: „piłka nożna to przede wszystkim ludzie”. To zdanie ma szczególną wagę. Bo owszem, uczymy taktyki, doskonalimy technikę, analizujemy błędy, ale prawdziwa praca dzieje się między tymi elementami – w rozmowach w szatni, w autokarze w drodze powrotnej, po porażce, w gestach wsparcia opartych na szacunku i zaufaniu. Chłopaki, jak ja Wam za to dziękuję!
– Na sam koniec krótka porada dla chłopaków – jak efektywnie wypocząć po minionym sezonie?
Po pierwsze złapać chwilę totalnego detoksu od piłki. Najlepiej też, by zająć się czymś innym, co nie kojarzy się z piłką. Im więcej rzeczy niezwiązanych z futbolem, tym szybciej naładuje się baterie. Nie należy też analizować błędów z sezonu. Wakacje są od nabrania sił. Pod koniec czasu przeznaczonego na odpoczynek trzeba stopniowo wracać do aktywności, żeby nie zastygnąć totalnie – rower, basen, spacer. Życzę wam prawdziwego odpoczynku, uśmiechu i spokoju. Zasłużyliście na to po tym sezonie. Po odpoczynku wracajcie silniejsi i mądrzejsi.
Rozmawiał Marcin Łychowid
źródło: jagiellonia.pl
![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() |
Reklama






