Reklama

Konkretne plany lub poznanie alternatyw. Przyszłą karierę zawodową trzeba planować z głową

Są tacy, którzy już w gimnazjum wiedzą, kim chcą być w przyszłości. Ci mają ułatwione zadanie. Aby zabezpieczyć się na przyszłość, powinni tylko sprawdzić, czy ich wymarzony zawód jest poszukiwany na rynku pracy. Jeśli tak – prosta droga: odpowiednie technikum lub szkoła zawodowa, a potem ewentualnie kierunkowe studia. I do pracy.Gorzej mają ci, których zainteresowania nie są jeszcze sprecyzowane na tyle, by można je było przekuć w przyszły zawód. Ale tu z pomocą przychodzą doradcy zawodowi. Pomaga uczniowi określić, jakie są potencjalne możliwości rozwoju, gdzie może się uczyć i przewidzieć, co będzie, jeśli wybierze konkretną ścieżkę rozwoju. I przekonują: Studia czy zawód od razu po szkole średniej. Jedno i drugie się nie wyklucza. 

A młodzież coraz częściej przyznaje im rację. I – myśląc o studiach – wybiera szkoły branżowe. Tak, by zabezpieczyć się na zawodową przyszłość.

Przed podjęciem decyzji młodzi poznają lokalny rynek pracy

Będę pracować z lekarzem weterynarii albo sama otworzę zakład weterynaryjny – planuje Aleksandra Jakimiuk. Jest już w trzeciej klasie na kierunku technik weterynarii w Zespole Szkół Rolniczych w Białymstoku. Żeby to ostatnie marzenie się spełniło, musi skończyć studia. Planuje to zrobić. Czy się uda? Okaże się w przyszłości. Dziś najważniejsze jest to, że już po skończeniu szkoły średniej Ola będzie miała zawód. I w razie czego – od razu będzie mogła podjąć pracę zawodową. Bo wie, że z zatrudnieniem w tym zawodzie nie ma problemu.

Zresztą – praca będzie, nawet jeśli nie pójdzie na studia i nie będzie chciała pracować przy lekarzu. Może założyć przecież gabinet pielęgnacji zwierząt. Już ukończyła kurs groomerski i inseminacji zwierząt. – Od przedszkola marzyłam o tym, żeby pracować ze zwierzętami. Bardzo je lubię – mówi.

Zresztą nie tylko ona uwielbia tu zwierzęta. – Dla mnie najbardziej w szkole podoba się praca ze zwierzętami i zajęcia praktyczne – mówi Joanna Kalicka, uczennica tej samej klasy. Opowiada, że na zajęciach dowiadują się wielu ciekawych rzeczy, których nie da się wyczytać w internecie ani w książkach. A nasze nauczycielki pokazują nam wiedzę z zupełnie innej strony. To bardzo ciekawe – dodaje. Ona też szykuje się studia. Ma nadzieję, że po technikum, po kierunku weterynaryjnym, będzie jej łatwiej się na nie dostać. – A i później, na pierwszym roku, będę już miała przyswojone część wiedzy.

Podobnie myśli ich koleżanka Aleksandra Modzelewska. – Nie mam gwarancji, że dostanę się na studia. I co wtedy? Po liceum nie miałabym żadnego zawodu. A po technikum – od razu mogę rozpocząć pracę w zawodzie.

I to w takim zawodzie, który jest poszukiwany na rynku pracy. Potwierdza to białostocka lekarz weterynarii Katarzyna Żakiewicz. – Weterynaria to dziedzina, która cały czas się rozwija – mówi. Bo przecież ludzie mają coraz więcej domowych zwierzątek. A i wymagania właścicieli są coraz wyższe. Potrzebują nie tylko opieki lekarskiej dla swoich pupili, ale i porad dotyczących żywienia, pielęgnacji.

Zresztą nie tylko w lecznicach małych zwierząt można znaleźć pracę. Stadniny koni, których powstaje coraz więcej, duże gospodarstwa hodowlane – to m.in. miejsca, gdzie potrzebny jest weterynarz. Jeśli nawet niezatrudniony na stałe, to każde takie miejsce musi przecież współpracować z osobą, która zajmie się zdrowiem zwierząt.

Praca zresztą czeka nie tylko na lekarzy. Jak zapewnia Katarzyna Żakiewicz – znajdą ją również absolwenci technikum o profilu weterynaryjnym. – Pielęgnacja zwierząt, porady związane ze strzyżeniem, przygotowanie zwierząt do wystaw, rehabilitacja zwierząt się rozwija. Ale też czynności pomocnicze, czyli wykonanie zastrzyków, podłączenie kroplówek, opieka nad zwierzętami w szpitalach – wymienia obowiązki, których może podjąć się technik weterynarii.

A sam zawód? – Daje ogromną satysfakcję. Mimo że czasem wymaga poświeceń – uśmiecha się pani weterynarz.
Dlatego też trudno się dziwić, że kierunek technik weterynarii cieszy się w Zespole Szkół Rolniczych tak dużą popularnością. Pierwsi uczniowie zostali tu przyjęci już osiem lat temu.

– Zgłaszali się do nas lekarze weterynarii: potrzebujemy personelu pomocniczego – dyrektor szkoły Wiesław Joszczyk tłumaczy, dlaczego zdecydował się wtedy uruchomić nowy kierunek. Nie żałuje tej decyzji. Bo cały czas ten kierunek cieszy się niesłabnącą popularnością. – I skupia najzdolniejszą młodzież. Bo przecież jest to kierunek dosyć trudny. Młodzież uczy się anatomii, fizjologii…
Dyrektor zapewnia, że warto decydować się na naukę weterynarii. Bo śledzi losy absolwentów szkoły i wie, że mają oni pracę, że bez problemu dostają się na studia. – Cały czas lekarze weterynarii zgłaszają się do nas, że potrzebują pracowników.

I trudno się dziwić. Bo absolwenci tego kierunku to fachowcy w swojej dziedzinie. Można na nich polegać we wszystkich zabiegach pomocniczych: zrobią szczepionkę, zszyją ranę, pomogą w pielęgnacji, uczą się inseminacji. Są doskonale przygotowani do zawodu, bo szkoła zapewnia nie tylko zajęcia teoretyczne. Uczniowie zdobywają doświadczenie praktyczne w szkolnej pracowni, ale też faktycznie przy pracy ze zwierzętami, w gabinetach weterynaryjnych.

– Lubimy zwierzęta – powtarzają zawsze ci, którzy decydują się na naukę na tym profilu – uśmiecha się dyrektor Joszczyk.

Poznają alternatywy i specyfikę przyszłej pracy

Co jednak mają zrobić ci, którzy nie mają aż tak rozwiniętych pasji i zainteresowań, by przekuć je w przyszły zawód? Oczywiście – mogą wybrać liceum ogólnokształcące z nadzieją, że za trzy-cztery lata ich plany się bardziej sprecyzują. Ale na szczęście młodzież jest coraz bardziej świadoma, że warto jak najwcześniej być przygotowanym do pracy zawodowej, jak najwcześniej zdobyć jak najwięcej umiejętności – konkretny zawód.

W podjęciu decyzji pomagają doradcy zawodowi.

W ramach projektu „Dobry zawód – fajne życie” doradcy zawodowi udzielają porad indywidualnych i grupowych. I to w ten sposób, by młodzież miała świadomość, jaki jest lokalny rynek pracy. Bo po co zdobywać – nawet pasjonujący – zawód – jeśli swoich umiejętności nie będziemy mogli wykorzystać w praktyce?

– Młodzież ostatnich klas gimnazjów poznaje specyfikę lokalnego rynku pracy – mówi Agnieszka Zackiewicz, która w subsergionie suwalskim odpowiada w projekcie właśnie za doradztwo zawodowe.

Oprócz tego doradca tłumaczy młodzieży, jaka jest różnica między kwalifikacjami miękkimi i twardymi oraz co to są kompetencje. – To bardzo ważne, żeby rozumieć te różnice. Inaczej nawet nie można prawidłowo odczytać ofert pracy i wymagań pracodawcy – mówi Agnieszka Zackiewicz.

Na zajęciach grupowych młodzież też poznaje konkretne zawody i specyfikę pracy na poszczególnych stanowiskach. Zwłaszcza tych stanowiskach, jakie oferują lokalni pracodawcy.

Oprócz zajęć w szkołach, młodzież uczestniczy w wizytach studyjnych w lokalnych zakładach pracy. – To ważne, by na własne oczy przekonać się, jak funkcjonuje dany pracownik i dany zakład pracy – przekonuje Agnieszka Zackiewicz.

To jedno. Ale w ramach projektu prowadzone jest również doradztwo indywidualne, podczas którego doradca diagnozuje predyspozycje do konkretnych zawodów. I razem opracowują indywidualny plan działania, czyli potencjalną ścieżkę rozwoju edukacyjno-zawodowego na przyszłość.

– Jest naprawdę dużo dzieci, które potrzebują wsparcia chociażby w określeniu własnych zainteresowań. Doradca pomaga mu określić, jakie są potencjalne możliwości rozwoju, gdzie może się uczyć i przewidzieć, co będzie, jeśli wybierze konkretną ścieżkę rozwoju.

– Często młodzież ma podstawowy problem – nie potrafi poznać siebie, nie potrafi podać swoich predyspozycji zawodowych, nie potrafi podać swoich mocnych i słabych stron – mówi Radosław Modzelewski, doradca zawodowy. Dlatego tak ważne jest, by prowadzić z nimi zajęcia z doradztwa zawodowego, na których poznają swoje kompetencje, słabe i mocne strony, ale też konkretne zawody. – Bo olbrzymim problemem jest też wyobrażenie sobie zawodu – mówi doradca. I przyznaje, że wiele osób ma też dziś problem, jaką szkołę wybrać: ogólnokształcącą czy tę dającą konkretny zawód. – Na szczęście coraz częściej wybierają tę drugą opcję – dodaje. Być może dlatego, że jeżdżą na targi edukacyjne, mają możliwość poznania zawodów, ale też oferty szkół. Dowiadują się, na czym polega tam nauka. Mogą porozmawiać z młodzieżą, kadrą pedagogiczną tych szkół, pracownie, gdzie odbywają się praktyki – wymienia. I przyznaje, że na wybór ścieżki zawodowej młodych ludzi duży wpływ mają rodzice. Dlatego tak ważne jest, by również tych starszych przekonać, że dziś kształcenie zawodowe odbywa się na wysokim poziomie, że zawodówki wcale nie są dla tych gorszych – jak uważało się kilkanaście lat temu, że na szkolnych praktykach naprawdę można nauczyć się zawodu – bo szkoły pracują na nowoczesnym, wykorzystywanym w przedsiębiorstwach sprzęcie.

www.dobryzawod.pl