SOBOTA, 19 sierpnia 2017

FOTO | FOTOREPORTAŻ | IMPREZY | WIADOMOŚCI
  Imieniny: Emilii, Julinana, Konstancji
   Bstok.pl FOTOART
    FOTO Art
Informacje o autorze:



    Imie/Nazwisko:
    Henryk Rogoziński


Info:

Rozmowa z H. Rogozińskim: Technika gumy
autor: Paweł Świątkiewicz

  Henryk Rogoziński to jeden z najbardziej znanych i cenionych ''gumistów'' w Polsce. Uprawia techniki interpretacyjne bromu, czarno-białe i barwne techniki chromianowe. Zajmuje się dydaktyką i metodyką fotografii.

Autoportret

    - W jakich okolicznościach rozpoczęła się Twoja przygoda z fotografią?
      - Zacząłem fotografować 2 lata przed maturą, to jest około 1951 r. Interesowałem się wówczas fotografią i radioamatorstwem. Miałem radiostację krótkofalarską. Mieszkałem u cioci zajmującej się szyciem, która kupowała ''Przyjaciółkę''. W piśmie tym były wykroje, ale również poradnik, jak zrobić aparat fotograficzny czy też radio kwarcowe. Zrobiłem sam pierwszy skrzynkowy aparat z jedną soczewką i o dziwo robił nawet zdjęcia. Robiło się je na błonie i papierach do światła dziennego, odbitki wykonywane były metodą stykową w kopioramce w talerzach cioci. Po tygodni szkliwo pękało i zaczynały się kłopoty. Przed samą maturą z kolegą Jurkiem Gościkiem, repatriantem z ZSRR, założyliśmy pracownię na strychu piekarni - gdzie zawsze było ciepło. Mieliśmy już wówczas pierwszy powiększalnik walizkowy pochodzenia zagranicznego (radzieckiego). Ponieważ mieliśmy powiększalnik pojawił się problem kupienia aparatu małoobrazkowego. Kupiliśmy na spółkę Praktinę - wszystko w niej działało jednak zdjęcia nie były ostre. Oddaliśmy ją do komisu tracąc solidarnie po parę groszy i kupiliśmy aparat z ebonitu produkcji polskiej na format 6x6. Wróciliśmy do metody stykowej z użyciem kopioramki.
    - Kiedy zacząłeś traktować fotografię na poważnie?
      - Po podjęciu studiów w Warszawie, w 1953 r. na SGGW na wydziale melioracji, przed odwiedzeniem po raz pierwszy uczelni zawitałem do Warszawskiego Towarzystwa Fotograficznego na ul. Pankiewicza i zostałem jego członkiem. Oczywiście nie od razu, lecz po szkoleniach i kursach. Wtedy już fotografowałem Warszawę lecz w tak dużym mieście nie mogłem się przyzwyczaić do ruchu miejskiego, który mi przeszkadzał. Wobec powyższego fotografowałem w nocy naświetlając film na papierosa (czas ekspozycji). Paliłem wówczas służbowe sporty , które dostawaliśmy po 10 sztuk na zajęciach w studium wojskowym. Największym kłopotem było wytłumaczyć się przed milicją z obecności w nocy, w dziwnych miejscach z dziwnym sprzętem.
      Wysyłałem już wówczas prace na różne konkursy i udawało mi się osiągać skromne sukcesy. Mimo to po przerwaniu studiów na kierunku melioracja i zmianie na poligrafię zostałem również członkiem Białostockiego Towarzystwa Fotograficznego. W czasie studiów byłem młodszym asystentem z fizyki u prof. Dryńskiego. Mieszkałem na Jelonkach, w pokojach asystenckich i wówczas przy karuzeli założyliśmy pierwszą kooperatywę studencką. Miałem wówczas relatywnie najwięcej pieniędzy w życiu - robiłem masówkę - zdjęcia aktorów, które musiał posiadać każdy młody człowiek (taka moda). Wykonanie odbitki kosztowało nas 7 gr. a sprzedawano je po złotówce. 2.7 odbitki kosztowała mnie porcja makaronu ze śmietaną, serem i cukrem w barze mlecznym na Kazimierzowskiej.
    - Jaki wyglądał Twój rozwój sprzętowy?
      - Ominąłem, nie wiem jak, etap Zenita i od razu kupiłem używaną Praktinę, którą zamieniłem na Prakticę. Zamieniłem ją potem na Asai Pentaxa, a tego z kolei na mechaniczne Nikony AM, FG, FM.
    - Czym robisz zdjęcia obecnie?
      - Nadal używam swoich starych, mechanicznych Nikonów i teraz mam dodatkowo Nikona F-601AF.
    - Jaką optykę preferujesz?
      - Kiedy szybko chodziłem to posługiwałem się obiektywami manualnymi długoogniskowymi. Teraz z lenistwa wymieniam je powoli ale skutecznie na nowsze konstrukcje typu Zoom i też manualne, a nie AF.
    - Jakie odnosisz korzyści ze stosowania obiektywów manualnych?
      - Przy obiektywach manualnych jeżeli coś jest źle, to jest to tylko moja wina.
    - Czemu więc doposażyłeś się w aparat Nikon 601-AF?
      - Przy tym typie zdjęć jakie robię potrzebne mi jest precyzyjne naświetlenie cieni i ten aparat umożliwia mi precyzyjny pomiar ekspozycji w cieniach, a następnie przekomponowanie zdjęcia przy zapamiętaniu parametrów ekspozycji. Aparat ten umożliwia również wykorzystywanie wszystkich posiadanych obiektywów Nikona i nie tylko.
    - Powiesz co robisz obecnie , bo jeżli chodzi o Ginę Lolobrygidę to chyba ten etap masz już za sobą?
      - Cały czas eksperymentuję. Do fotografii podchodzę nadal po amatorsku. Mogę więc pozwolić sobie na niewypał. Cały czas fotografię traktuje jak hobby i szukam. Jestem czynnym instruktorem amatorskich zespołów artystycznych z kategorią ''S''. Prowadzę młodzież od lat 7-miu do 70-ciu. Przy hobby wiek nie gra roli. Do mojej pracowni przychodzi młodzież ze szkół podstawowych i spotyka sie ze starszymi kolegami w wieku swoich dziadków.
      Pierwszą wystawę przygotowywałem dziesięć lat i roboczo nazywałem ją ''wszystkie chwyty dozwolone''. Pokazałem ją po raz pierwszy w Białymstoku w 1973 r. Były to w 50% pejzaże i w 50% portrety. W każdym z tych tematów połowa prac była wykonana na znakomitym papierze barwnym FOTON kolor, a druga połowa na FOTON-bromie. Nie użyłem żadnej klatki barwnej lecz wszystkie prace pochodziły z czarno-białego negatywu.
      W trakcie wieszania trzy prace zostały powieszone do góry nogami. Kierownik BWA zadzwonił do mnie przerażony, a ja spokojnie zapytałem czy autoportret wisi poprawnie, jeżli tak to nic nie zmieniamy. A wieszał je profesjonalista plastyk, podczas gdy ja wówczas miałem jeszcze status amatora (zaawansowanego).
      Tą wystawą reprezentowałem Białystok na wystawie zatytułowanej ''Panorama Stolicy'' i eksponowałem ją w Pałacyku Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych przy ul. Rutkowskiego. Wystawa ta została zakwalifikowana do pokazania za granicą.
      - Kiedy stałeś się członkiem Polskiego Związku Fotografików?
      - Z okazji tej wystawy prace zyskały nową oprawę i z płyty paździerzowej w kolorze mysim przeszły w ramki mosiężne ręcznie polerowane w warsztacie na tyłach kina Pokój w Białymstoku. Prace pojechały na '''zachód'' do NRD (muzeum w Meiningen w okręgu Suhl) razem z autorem czyli ze mną. Z tej wystawy część prac przesłałem do Związku Polskich Artystów Fotografików na Placu Zamkowym w Warszawie i tymi pracami broniłem (z duszą na ramieniu) członkostwa Związku. Liczba przedstawionych prac musiała zgadzać się z liczbą negatywów, a ponieważ kilka prac było wykonanych z jednego negatywu i różniły się jedynie rozbarwieniem miałem 18 negatywów na 20 prac. Jednak nie przeszkodziło to Wysokiej Komisji w uznaniu mnie za pełnoprawnego członka Szacownego Gremium.
    - W jaki sposób stałeś się jednym z najbardziej znanych i cenionych ''gumistów'' w Polsce?
      - Z prawdziwym zachodem zetknąłem się wyjeżdzając do Szwajcarii. Tam dowiedziałem się, że prace powinny być wykonane nie na polskim FOTO-nie lecz na papierze Illforda typu Gallery. Prace zrobiły furorę jako prezenty. Przez zamknięte drzwi galerii zobaczyłem prace kropka w kropkę jak moje. Okazało się, że to jest siligrafia, a mnie jako drukarzowi nie trzeba było nic więcej tłumaczyć.
      Miałem gotowe negatywy - zgrafizowane. Więc po powrocie oczywiście zaczęły się nowe eksperymenty - nowe jeżli chodzi o tworzywo. Niestety zaczął się stan wojenny i jakiekolwiek narzędzia mogące służyć do druku uznawane były za niebezpieczne dla bytu państwowego. Musiałem zlikwidować swoje eksperymenty włącznie z niebezpiecznymi narzędziami. W okresie stanu wojennego musiałem zawiesić działalność instruktorską (zakaz gromadzenia się) i w związku z powyższym przestałem zarabiać pieniądze ponieważ zdjęcia mogłem robić jedynie w towarzystwie opiekuna w mundurze co było krępujące.
      Dysponowałem więc ogromną ilością wolnego czasu i sporą porcją opracowanych graficznie negatywów. Szukałem techniki, która nie godziłaby w interesy klasy wówczas rządzącej. Sięgnąłem do technik szlachetnych i wybrałem najbardziej pracochłonną, nie budzącą podejrzeń, że mogę robić to masowo. Techniki te pochodzą z XIX-tego wieku gdy fotografia starała się dostać na półeczkę Sztuki. Starania ówczesnych fotografów zmierzały w kierunku zbliżenia się w odbiorze i materiale do technik szlachetnych (malarstwo, grafika, akwarela). Papier fotograficzny zastąpiono papierem do grafik artystycznych co pozwoliło na rozwinięcie struktury powierzchni papieru i kolorystyki. W drugiej kolejności starano się wyeliminować z obrazu srebro, które mimo swej szlachetności z czasem się utlenia i zanika. Sepiowanie polegające na zamianie srebra metalicznego na trwały siarczek srebra spowodowało, że zdjęcia wytrzymały próbę czasu i nadal możemy je podziwiać. Srebro zastąpiono jego trwałymi związkami, wprowadzono pigmenty i tlenki metali (tlenki nie ulegają starzeniu przez utlenianie). Otrzymano w ten sposób bogatą gamę kolorystyczną obrazu utworzonego z pigmentów lub tlenków metali.
      Wyeliminowano żelatynę jako nośnik pigmentów ponieważ była wrażliwa na wilgoć i działanie bakterii zastępując ją gumą arabską (żywicą akacji afrykańskiej). Jej wytrzymałość potwierdzają papirusy pisane zawiesiną pigmentu w gumie arabskiej, które są nadal czytelne. Stąd wzięła się nazwa techniki - technika gumy.
    - Nadal eksperymentujesz i poszukujesz nowych technik?
      - Moje eksperymenty trwają do dziś, nie zmienia się jedynie to, że jestem czarno-biały, zgrafizowany i dobrze uziarniony bez pomocy komputera. Z książki ''Łowcy Obrazów'' dowiedziałem się o sobie, że wypracowałem osobisty styl nazwany przez autora książki, Zbigniewa Tomaszczuka, ''filtracji detalu w obróbce negatywu''.


Źródło:

http://foto.reporter.pl/autorzy

Wystawy autorskie Henryka Rogozińskiego:
Białystok 1973, 1974, 1977, 1986, 1994, 1996; Biała Podlaska 1999; Bielsk Podlaski 1995; Busko Zdrój 1996; Bydgoszcz 1987; Ciechanowiec 1996; Cisna 1998; Jastrzębie 2001; Katowice 1976; Kielce 1987, 1989; Końskie 1996; Kraków 2000; Łomża 1977, 1991; Miechów 1996; Międzyzdroje ''POL FOTO'' 1999; Mikołajki 1993; Ostrołęka 1997, 1998; Ostrowiec Świętokrzyski 1997; Olecko 1998; Oleśnica 1999; Olsztyn 1990; Przasnysz 1998; Rzeszów 1999; Sanok 1997; Sokołów Podlaski 1998; Toruń 1991; Warszawa 1974, 1995; Węgorzewo 1997, 1998; Zamość 1995; Zielona Góra 2000; Litwa: Wilno 1986; Kowno 1987; Białoruś: Grodno 1987, 1989, 1992, 1994, 1998; Mińsk 1990; Świetłogorsk 1989; Ukraina: Mariupol 1992; Niemcy: Hamburg-Hochheide 1992;
Udział w targach: ''Interart'' Poznań 1987, 1988, 1989; Targi Sztuki - Florencja - Włochy 1991 - Paderborn - Niemcy 1991.

Wszystkie Zdjęcia autora:

Henryk Rogoziński



O portalu  |  Prywatność  |  Statystyki  |  Kontakt  |  Reklama