Reklama

Ciekawa praca, perspektywy rozwoju. Warto zostać stolarzem

Może pracować w dużym przedsiębiorstwie produkującym meble, gdzie pracę wykonuje się według wskazówek projektantów, a szef zajmuje się sprzedażą produkcji. Ale warto też rozważyć pracę na własny rachunek. Wtedy jest się stolarzem, projektantem, wykonawcą, rozmawia się z klientami, realizuje się ich wizje, ale też można podpowiedzieć swoją własną. Stolarzy na Podlasiu cały czas brakuje. To na pewno zawód, który warto wziąć pod uwagę, planując własną przyszłość. Tym bardziej, że dziś ta praca jest o wiele bezpieczniejsza, ciekawsza i czystsza.

Korzystajmy z doświadczenia starszych. To ostatnia chwila

W ubiegłym roku zamieściliśmy dwa ogłoszenia o pracę. Poszukiwaliśmy w tym samym czasie recepcjonistki i stolarza – opowiada dr Krzysztof Katryński, współwłaściciel Renggli, białostockiej firmy produkującej specjalistyczne meble laboratoryjne. Recepcjonistka miała mieć wykształcenie wyższe i świetnie znać język angielski. Wymagania wobec stolarza – to tylko wykształcenie kierunkowe. I co się okazało? – Już pierwszego dnia na stanowisko recepcjonistki wpłynęło około 60 podań. Obsadzenie tego stanowiska zajęło nam kilka dni – przyznaje dr Krzysztof Katryński. Gorzej było ze stolarzem. Otrzymywaliśmy jedno podanie na dwa tygodnie. W sumie osoby na stanowisko stolarza poszukiwaliśmy dwa i pół miesiąca – podkreśla przedsiębiorca. I przyznaje, że fachowców w tej branży brakuje na rynku. – Mam kadrę w granicach wieku 50-60 lat. Ci ludzie już za kilka lat będą się przygotowywali do przejścia na emeryturę. Ale zanim to nastąpi, są gotowi swoją wiedzę, doświadczenie przekazać młodym. Tak było kiedyś. Niestety, dziś tych młodych, chętnych do pracy w zawodzie stolarza, jak na lekarstwo. To jest problem, z którym musimy się zmierzyć.

Zatrudnienie od ręki. Nawet sto osób

– W zawodzie stolarza nie kształcą już szkoły ani w Łomży, ani w Hajnówce – mówi Renata Frankowska, dyrektorka Zespołu Szkół Technicznych w Białymstoku. – A mimo to u nas też nie ma chętnych do nauki tego zawodu – przyznaje.
Co roku udaje jej się stworzyć tylko dwie klasy – jedną w technikum, drugą w szkole zawodowej. Szkoda – bo przedsiębiorcy zapewniają, że już dziś, od ręki, zatrudniliby nawet stu stolarzy. Poza tym przecież stolarze mogą pracować na własną rękę, prowadzić swoje niewielkie firmy. Praca dla nich na pewno jest. Mimo to młodzież nie jest zainteresowana zdobyciem tego zawodu.
– Może dlatego, że w nazwie tego zawodu nie mam nic, co byłoby chwytliwe marketingowo? – zastanawia się Renata Frankowska. Dlatego wystąpiła właśnie do wojewódzkiej i powiatowej rady rynku pracy z prośbą, by szkoła mogła kształcić w zawodzie: monter stolarki budowlanej. Ten zawód na początku roku wszedł do kwalifikacji zawodów. Może to młodym wyda się atrakcyjne?
– Bo nie ma dziś mody na kształcenie się w tym zawodzie. Wszystkim stolarz kojarzy się z osobą, która chodzi bez palców u rąk. A teraz cała formuła kształcenia polega na kształceniu w sterowaniu obrabiarkami CNC, na umiejętności projektowania. Do tego zawodu zachęcamy nawet kobiety , bo jest naprawdę bardzo atrakcyjny – praca czysta, pod dachem, zawsze w pomieszczeniach, w budynku, która też po części pozwala wykorzystać duszę artysty – mówi pani dyrektor. I przekonuje: – Musimy pracować nad zmianą myślenia rodziców, młodych ludzi, którzy stoją przed wyborem zawodu. I tutaj myślę sobie, że każdy z nas jako osoba dorosła i jako młoda osoba wie, ile czasu trzeba czekać na wykonanie kuchni i ile trzeba takiemu fachowcowi, rzemieślnikowi zapłacić. Wiec zachęcamy młode osoby, stojące przed dokonaniem wyboru, żeby zdecydować się na kształcenie w branży drzewnej.
Jednak – oczywiście – same zmiany kosmetyczne nie wystarczą. Przecież szkoła na rynek pracy musi wypuszczać fachowców – takich, którzy bez trudu odnajdą się w przyszłym zawodzie. Dlatego dyrektor Frankowska już pod koniec ubiegłego roku złożyła w Białostockim Obszarze Funkcjonalnym projekt na 19 milionów zł. Chce przy szkole Centrum Kształcenia Praktycznego w branży drzewnej.
– Poza tym przed dwoma laty rozpoczęli kształcenie w systemie dualnym – dziś można powiedzieć, że na poziomie branżowej szkoły pierwszego stopni – mówi Renata Frankowska. Polega to na tym, że młodzież przez trzy dni odbywa zajęcia teoretyczne w szkole, pozostałe dwa dni – w pracowni zajęć praktycznych. Ale też bardzo często wychodzą na zajecia do konkretnych przedsiębiorstw. Klasy trzecie w zawodówce i czwarte w technikum – zajęcia praktyczne mają już tylko u przedsiębiorców. – Robimy wszystko jako szkoła, żeby oczekiwania pracodawców i realizacja podstawy programowej w szkole były ze sobą jak najbardziej zbieżne – zapewnia Renata Frankowska.
Poza tym razem z firmą Renggli szkoła postarała się o udostępnienie jej specjalistycznego programu do projektowania stolarskiego. Pracownicy firmy już rozpoczęli szkolenie kadry pedagogicznej. – Podejrzewam, że to szkolenie nauczycieli potrwa około roku, bo to skomplikowany program, ale zdobywanie tej wiedzy pozwoli na drobne elementy tajników wiedzy tego projektowania czy nawet specjalistycznego słownictwa na bieżąco przekazywać młodzieży – zwłaszcza już na tych dalszych etapach edukacyjnych w klasie III szkoły zawodowej czy też klasie IV technikum.

Stolarz jak artysta. A zamiast dłuta – ma komputer

Dłuto, hebel, piła – z tym kiedyś kojarzyło się solarstwo. Teraz to jest stolarstwo nowoczesne, gdzie tak naprawdę wchodzi cała obróbka numeryczna – przekonuje dr Krzysztof Katryński, współwłaściciel firmy Renggli. – Gdy ktoś zamawia kuchnię, to stolarz nie siedzi, nie kreśli jej na kartce. W tej chwili to wygląda tak, że jest oprogramowanie i te wszystkie rzeczy trzeba zaprojektować na komputerze. Oczywiście – trzeba mieć tę estetykę pracy, zdolności manualne, aby wykonać prawidłowo dany mebel. Ale większość procesów w stolarstwie to już są procesy maszynowe. Proces produkcji jest też bardzo skrócony – opowiada. I przekonuje, że dziś jest już zupełnie inny rodzaj stolarstwa niż przed laty. – Stolarz zwykle składa meble z elementów, które wychodzą z maszyny.
Dlatego ważne są umiejętności manualne, ale też umiejętność obsługi specjalistycznych programów komputerowych. – To potrzebne, aby zrobić dobry projekt, przygotować dobrą wizualizację. Wymagania klienta też są inne niż przed laty. Jeżeli klient zamawia mebel, to chce wcześniej zobaczyć, jak on będzie wyglądał, również w docelowym miejscu.
Przyznaje, że znalezienie dobrego fachowca graniczy z cudem. Dlatego zaangażował się we współpracę z Zespołem Szkół Technicznych. Chce, by absolwenci od razu mogli zaczynać pracę w firmie. By nie trzeba było poświęcać cennego czasu na ich dodatkowe przeszkolenie. – Park maszynowy, który my mamy u siebie w zakładzie, nigdy nie będzie parkiem maszynowym, który ma szkoła zawodowa. Pracownik, który do nas trafi, już od samego początku będzie stykał się z najbardziej zaawansowanymi maszynami, z innym typem pracy – pracy na wyższym poziomie niż jest w szkole zawodowej – tłumaczy.
A Nina Nikonczuk z hajnowskiej firmy Arino dodaje: – Stolarz to fachowiec, który przetwarza drewno w produkty użytkowe takie jak meble, stolarka budowlana, a więc okna i drzwi, potrafi dobrze wykonać schody, poręcze, umie wykonać panele na ścianę. Umie też zamontować te wyroby w domu i zrobić to tak, aby te meble pasowały, były funkcjonalne i cieszyły nasze oko swoim wzorem,
kolorem, precyzją wykonania.
Jak mówi, przy takich wyrobach muszą pracować stolarze, technolodzy drewna czy też inżynierowie meblarstwa z prawdziwego zdarzenia. – Nazywam ich wręcz mistrzami, artystami stolarstwa – uśmiecha się. I mówi, że potrafi rozpoznać, kiedy do salonu jej firmy przyjdzie klient, a kiedy stolarz z konkurencyjnej firmy: – Stolarze delikatnie dotykają mebli, a wręcz je głaszczą. Tacy fachowcy byli i jeszcze są, ale nowych, młodych nawet w Hajnówce po prostu nie ma. W Hajnówce jest trzech uczniów zawodu stolarskiego, w tym dwóch szkoli się w naszym zakładzie.

 

www.dobryzawod.pl